Witajcie. Jak widzicie po próbie nadania temu blogowi tytułu, będzie to blog z opowiadaniami. Takimi, które są także jakże marną próbą ujęcią pokręconej umysłowości mojej w karby. Piszę więc sobie radośnie i bez krępacji.
Pierwszym dziełkiem, które się tu ukaże będzie pierwsza część prologu mojej opowieści o tytule "Catha". To dość dziwna sprawa z tym opowiadaniem - do tej pory nie wiem o czym ono jest ;)
A więc...
CATHA: PROLOG CZĘŚĆ PIERWSZA
"...Z księgi Malonitów..."
Miejsce do którego nie dociera czas
"Posłuchajcie,
Sunari, bóstwa, duchy i mieszkańcy Wód Zaświatów. Sprawca nieszczęść,
śmierci, zniszczenia, okrucieństwa i przyczyna zmartwień naszej bogini
dobra, został wreszcie zwyciężony. Jego zwycięstwa w walce ze słabymi
osłabiły jego samego, dały mu poczucie siły i złudę bycia niepokonanym, a
także sprawiły, że stał się nieostrożny. Tak, jak wielu przed, nie
zdołał przewyższyć sił dobra i został wreszcie, po tysiącach lat
szkodzenia innym, zesłany tam, gdzie zesłane zostają Zenari, demony
zniszczenia. Niech stworzenia dobra, którym on nigdy się nie tanie,
odetchną z ulgą, gdyż Ziranunun, bóstwo węży, został w końcu pokonany!".
-
I teraz zapewne mają wybuchnąć owacje - rozległ się głos. Sinamuka
oderwał się od swego przemówienia i odwrócił powoli. W drzwiach stał
ubrany na czarno, trochę zasępiony młodzieniec o dużych błękitnych
oczach i ciemnych włosach. Przez chwilę przez jego twarz przeleciał
ironiczny uśmieszek, jakby sama jego obecność w tym miejscu była stratą
czasu.
Sinamuka spuścił oczy i skłonił się lekko, tak jak nakazywała
zasada Sunari, ale już nic więcej młodzieniec nie mógł od niego
oczekiwać.
- Nie wysilaj się, przyjacielu - nowo przybyły zamrugał
oczami i podszedł bliżej. Gdy stanął za plecami Sinamuki, duch światła
spostrzegł, że jego włosy nie były takie ciemne jak się na początku
mogło wydawać, a teraz dostrzegł w nich nikły rudawy odcień. - Podczas
gdy ty przygotowujesz mowę pochwalną dla wysłanników Sunari, ja zaczynam
mieć po dziurki w nosie tego całego zamieszania. Umarli zawracają mi
głowę! Nie mam chwili spokoju.
- Oczywiście, bóstwo Kay, wszyscy
muszą płacić - odparł Sinamuka, zwracając twarz z powrotem w stronę
kartki. Pochwała wydała mu się nagle dziwnie krótka.
- Nie, nie sądzę - Kay, bóstwo świata zmarłych pokręcił głową. - Uwolnienie nas od Ziranunun miało nas uwolnić od kłopotów.
-
Nie, ono miało uwolnić od kłopotów May, twoją matkę. Demon węży w
dalszym ciągu istnieje, a zmuszenie go do odbycia kary będzie rzeczą
trudniejszą niż ci się wydaje.
- Mnie się NIE wydaje - ton głosu Kaya
świadczył o niezadowoleniu. - Do tej pory Ziranunun w ogóle nie wpływał
na moje życie, a teraz, kiedy go w końcu ujęliście, wpływa na mnie
bardziej niż zasada śmierci, która przecież wytycza tok moich zajęć.
-
Nie zapominaj o mnie, bóstwo Kay - Sinamuka odwrócił się gwałtownie. -
To ja jestem strażnikiem Kanti Lai i to na mnie spadnie przykry
obowiązek przebywania w jego towarzystwie tysiąca lat, a później
zmuszenia go do przemiany.
Kay spostrzegł, że jego rozmówca jest
jeszcze bardziej zdenerwowany niż on i przeszło mu przez myśl, ze może
rzeczywiście wszyscy w jakiś sposób będą musieli zapłacić za swoje
zwycięstwo.
- Ziranunun jest już w Kanti - było to ni pytanie ni stwierdzenie.
- Przeszedł wstępną fazę oczyszczenia, czyli zneutralizowanie wewnętrznej agresji.
-
Zneutralizowanie - prychnął Kay. - Nie lubię, gdy duchy używają wyrażeń
śmiertelnych. Poza tym, zdaje mi się, że w jego przypadku pierwsza faza
nie wystarczy, żeby całkowicie...zneutralizować jego przyzwyczajenia.
-
Wiesz równie dobrze jak ja, bóstwo Kay, że Kanti Lai to prawdziwe
piekło - powiedział z naciskiem Sinamuka. - Demony, które tam trafiają
nigdy stamtąd nie wychodzą, jedynie wtedy, kiedy zaczyna się kara. Nawet
Ziranunun będzie musiał ulec.
- Nie jestem tego taki pewien - Kay
skrzyżował ręce i obiegł wzrokiem pomieszczenie. Było całe zalane
ciemną czerwienią, jak wszystko, co znajdowało się w pobliżu Kanti i
krainy zmarłych. W miarę oddalania się od tych miejsc, światło zanikało.
Strażnikiem tego światła był Sinamuka, duch obrońca, pilnujący
schwytanych demonów, bóstw zniszczenia. Dopiero teraz, gdy Kay ujrzał
wyraz zmęczenia na jego twarzy i niespokojne ruchy oczu, przypomniał
sobie, że jego zadanie nie jest lekkie ani przyjemne.
Postanowił
szybko powiedzieć mu to, co musi. Całe to zamieszanie, które spadło im
na głowy nie było jego winą, a schwytanie Ziranunun było konieczne i
nieuniknione, jeśli chciało się zachować panowanie dobrych sił.
Przez
chwilę panowała cisza, podczas której Sinamuka wydłużył trochę swoją
pochwałę. Robił to głównie dla May, bo dla niego wysłannicy Sunari,
zwani przez niego potępieńcami, nie zasłużyli po prostu na tego rodzaju
nagrodę. To była ich praca i żyli jedynie po to, by służyć bogom, a poza
tym za dużo czasu spędzali w królestwie zmarłych, co oczywiście
odbijało się na ich zachowaniu. Prawie już zapomniał o tym, że za nim
stoi Kay, kiedy młodzieniec położył mu dłoń na ramieniu.
- Li znowu zatopił doliny Malonitów - powiedział.
Przez chwilę Sinamuka nie siedział o czym on mówi, dopóki znaczenie tych słów nie dotarło do jego umysłu. Kay zmienił temat.
- On również powinien trafić do Kanti - odparł szybko, nie przestając pisać.
-
Powinien trafić do Kanti? - głos Kaya był tak osobliwy, że Sinamuka
zerknął na niego spode łba. Bóg zmarłych wpatrywał się przed siebie, a
refleksy czerwonego światła odbijały się na jego twarzy. Przed nimi
rozciągał się widok na przedsionek piekła nieśmiertelnych, powstały z
niskich czerwonych skał, połyskujących dziwnym blaskiem. Kay patrzył
jakby ponad nimi, próbując coś wypatrzyć, coś, co tylko on mógł widzieć.
- Tylko że nie jest Zenari - dodał Sinamuka.
- Ale zachowuje się jak demon.
- W chwili gdy Li przekroczy granicę między dobrem a złem i stanie się Zenari, osobiście go ześlę tam gdzie trzeba.
-
- Sinamuka, taka granica nie istnieje i nikt naprawdę nie wie, kiedy
dobro staje się złem i na odwrót. Powinieneś to przemyśleć.
Sinamuka poderwał się z miejsca.
- To jakaś aluzja do mnie, bóstwo Kay?
- Kiedy ktoś zezwala na ukrócenie kary demonom, stwarza zagrożenie dla całkowitego ich uwolnienia.
To powiedziawszy ruszył ku wyjściu. Już stał w drzwiach, kiedy odwrócił się po raz ostatni.
- Ja naprawdę nie myślę jedynie o sobie - odwrócił się i opuścił pokój.
Sinamuka zacisnął zęby z wściekłości i w przypływie gniewu zmiął kartkę z pochwałą w garści.
-
Zadufany w sobie typ - syknął i cisnął kulkę w głąb czerwonego wąwozu,
rozciągającego się już od wieków po wschodniej stronie siedziby bóstw.
Kulka podskoczyła parę razy na kamieniach, aż w końcu wpadła w jakieś
załamanie i znikła mu z oczu.
*
Tymczasem po zachodniej
stronie siedziby bóstw, całkowitej przeciwności królestwa umarłych, w
zalanym jasnym słonecznym światłem Domu Szczęścia trwała inna,
zdecydowanie bardziej przyjacielska rozmowa, jednak i ona obracała się
wokół wydarzenia, które na pewien czas wstrząsnęło życiem Sunari i
duchów.
Białym tarasem, nad którym powiewały czerwone i białe flagi
Dobra, szły dwie kobiety. Jedna, ubrana w białą suknię przewiązaną
czerwoną szarfą była spokojna, a na jej twarzy widniał lekki ciepły
uśmiech. Druga była dzieckiem; roześmiana zbierała kwiaty i co pewien
czas zwilżała ich łodygi w małych szklanych fontannach.
- Nie
uważasz, że to cudowne, May? - wołała, obracając się w koło i
rozrzucając wszędzie różowe płatki. - Dusza się cieszy, gdy słońce tak
świeci.
May pokręciła z rozbawieniem głową.
- Twoja dusza zawsze się cieszy, Tizet.
-
Szczególnie gdy jest tutaj twój przystojny syn - dziewczyna zamachała
jej kwiatami przed nosem. - Ten ponury wyraz twarzy dodaje mu tylko
uroku.
- Nie sądzę, żebyście do siebie pasowali.
- A to dlaczego? - Tizet wydęła wargi.
- Ty jesteś boginią radości, jego praca jest przeciwieństwem radości.
- To nie przeszkadza, że on mi się podoba. A on znów mnie unika.
-
Nie unika cię - roześmiała się May. - Chociaż nie dziwiłabym się, gdyby
szukał przed tobą schronienia, dziecko. Ma teraz pełne ręce pracy, bo w
dolinach Malonitów, w świecie ludzi, panowały ostatnio częste burze i
dużo śmiertelników trafiło na drugą stronę. Poza tym Sinamuka i on muszą
dopilnować przemiany Ziranunun, co nie będzie łatwe.
- May...
-Co, skarbie?
Tizet przygryzła wargi.
- Czy demon węży naprawdę jest taki straszny?
Bogini dobra zastanowiła się przez chwilę.
-
Tak - zdecydowała się na szczerość. - Chyba nawet tak straszny jak
Nieznane, które przed tysiącami lat pozbawiło życia dwoje Sunari.
- Chyba nie tak straszny - Tizet zabawnie zmarszczyła nosek. Jej twarz była twarzą dziecka, którym na zawsze pozostanie.
-
Może nie - przez myśl May przeleciało nagłe wspomnienie jedynych bóstw
które z nieznanych powodów umarły jak śmiertelnicy i poraziło ją
gwałtownym lodowatym zimnem. - Nie, Ziranunun jest straszny na swój
własny sposób.
- Rozmawiasz ze mną jak z dzieckiem!
- Rozmawiam z tobą jak z wcieleniem dziecięcych radości.
Tizet
roześmiała się perlistym śmiechem, który wszystkich ujmował za serce.
Ta mała boginka nigdy nie powinna poznać uczucia, jakie niesie za sobą
obcowanie z demonami. Jej syn też o tym wiedział i rzeczywiście unikał
jej jak mógł.
W bramie Domu Szczęścia ktoś stanął i machał do niej ręką.
- Tizet, mogłabyś pójść i dać te kwiaty Rekowi?
Rek nienawidził kwiatów i dziecko roześmiało się ponownie na myśl o jego minie, kiedy mu je wręczy.
May
skierowała się ku bramie. Stała tam czarnowłosa Iva, wcielenie
mądrości. Gdy się zbliżyła, od razu dostrzegła ściągnięte brwi i
zaciśnięte usta bogini wiedzy.
- Co się stało, Iv? - objęła ją
ramieniem i wprowadziła do wnętrza siedziby dobra. Tutaj też wszystko
było zalane światłem, a wrażenie świeżości nadawały lekkie białe firanki
i strużki wody doprowadzane do klombu na samym środku sali, w której
się zatrzymały.
- Martwię się - Iva odpowiedziała na jej pytanie. - Zgadnij, gdzie poszedł twój syn.
- Do Sinamuki. Miał się dowiedzieć, co Zira...
-
Tak, poszedł do Sinamuki - przerwała jej szybko. - Ale rozmawiałam z
nim i wiem, że postanowił powiedzieć strażnikowi światła o tym demonie,
którego przez pomyłkę zwolnił z ostatniej kary.
- Chodzi ci o demona ognia?
-
Z punktu widzenia szkodliwości, raczej niegroźny Zenari, który potrafi
czasem przysłużyć się ludzkości, ale Kay nie znosi niedopatrzeń.
- Chcesz powiedzieć, że zrobił źle? - May uniosła brwi.
-
Nie twierdzę, że źle. Twierdzę jedynie, że przesadził, postąpił
nieostrożnie. Zrażać do siebie ducha światła, to zamykać sobie drogę do
Kani Lai.
- Przed władcą krainy zmarłych całe Kanti Lai stoi otworem! - zaprzeczyła szybko bogini dobra.
- Ale to Sinamuka decyduje kto tam trafia. Wiesz, w obecnej sytuacji, kiedy Zenari Ziranunun...
-
Wiem - głos May był jakby zbyt szorstki jak na nią, która nie
dopuszczała do siebie zniecierpliwienia nawet w usprawiedliwiających je
sytuacjach. - Ale wiem również że Kay potrafi o siebie zadbać. Jest po
prostu skrupulatny - zmrużyła jedno oko. - Poza tym ty go nie za bardzo
lubisz, prawda?
Iva nie potrafiła być nieszczera.
- Po części msz
rację, ale nie do końca. I musisz mi wybaczyć to, co z chwilę powiem,
ale wiesz, że nie znoszę kłamstwa. Nie o to chodzi że go nie lubię, bo
to sprawa względna, ale o to, że mu nie ufam. Jest zbyt zapatrzony w
siebie i narobił sobie dużo wrogów wśród pomniejszych Sunari.
-
Pomniejsi Sunari - westchnęła ciężko May, jakby to słowo posiadało jakąś
magiczną moc, która ją nagle osłabiła. - Pomniejsi Sunari nie mogą
znieść tego, że mój Kay panuje nad zmarłymi i ze tym samym jest jedynym
bogiem, który zna dokładnie całą wschodnią część siedziby bóstw.
-
Jeśli uważasz, że twój syn zdoła utrzymać Ziranunun w Kanti Lai i że
Sinamuka zgodzi się mu pomóc pomimo wyrzutów z powodu demona ognia, nie
będę miała żadnych zastrzeżeń. Ale jeśli władca węży nie zostanie tam
gdzie jego miejsce, na nasz świat spadną różne nieszczęścia.
- Kay
zdaje sobie z tego sprawę, Iv. Przez Kanti przeszło już wiele Zenari i
jeszcze żadnemu, od początku wszechświata, nie udało się stamtąd uciec. Z
tego miejsca się nie wychodzi, chyba że przestaje się być demonem.
- Ale jeszcze żaden Zenari nie był Ziranunun - zauważyła Iva.
May
nie odpowiedziała. Ta myśl dręczyła również i ją. Znajomość charakteru
demona węży wskazywała na to, że on nigdy nie przestanie być Zenari i
nie przeistoczy się w Sunari, choćby nie wiem w jak strasznym zakątku
piekła by go osadzono. A to znów wskazywało a to, że tak, jak wielu
innych podobnych do niego, na zawsze pozostanie w Kanti Lai. Tylko czy
rzeczywiście pozostanie?
- Wierzę w mojego syna - powiedziała z
naciskiem, odganiając złe myśli. - Demon zniszczenia spędzi tysiąc lat w
piekle, po czym ruszy odbyć swą karę.
- Tak, karę - uśmiech Ivy stał
się ponury. - Tylko czy my rzeczywiście chcemy, by wyruszył? Sądzę, że
nie tylko ja chciałabym, by tej kary nie odbywał. Wypuszczenie go do
świata śmiertelników może być tragiczne w skutkach.
- Kay da sobie radę.
- Ufam ci, ale i ty nie jesteś nieomylna.
Ach! Niezwykle mi się podoba! Czekam na dalsze części! Szczególnie zainteresowała mnie postać Kaya. W ogóle ten "świat" jest interesujący. Musze to jeszcze ogarnąć, ale powoli sie łapie ;) Ładny styl pisania- było kilka małych błędzików, ale jedynie lierówek, które mnie sie także zdarzają ;) Nie powinnam pewnie o tym nawet pisać- przepraszam... Nie wiem, czy wiesz, ale zyskałas wierna czytelniczkę ^^)
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej, moja droga!
Thirdy
(Przepraszam, że piszę tu tak bardzo, bardzo późno !)
OdpowiedzUsuńTo jest bardzo dobre. Sama nie wiem, co dokładnie mi przypomina. Ogólna koncepcja rodem z anime (Death Note?), trochę z Tolkiena, trochę z Sapkowskiego, trochę z mitologii Słowiańskiej, a nawet trochę ze starożytnego Egiptu (serio!). Być może moje skojarzenia są dosyć nie na miejscu, ale fantazji moich nie poskromisz.
Zazdroszczę okrutnie młodym pisarkom/ pisarzom, że potrafią pisać tak dłuuugie rozdziały na swoich blogach. Ja już kilkakrotnie zakładałam blog z opowiadaniami, ale zawsze byłam posądzana o zbyt krótką pisaninę, dlatego tym bardziej podoba mi się tutaj.
Ogólnie - ujęło mnie. Myślę, że będę czytać, czytać, czytać!
PS. Ludzie, wydajcie kiedyś książki w formie papierowej. Naprawdę nieźle zarobicie !
^^.
Powodzenia i pozdrowienia.
Accnt.
Dziękuję! A ja myślałam, że ten rozdział jest krótki ^^ Jeszcze wczoraj zastanawiałam się, coby pisać jeszcze dłuższe, ale chyba spasuję.
UsuńSkojarzenia są zbyt pochlebne, haha. Daleko mi do Tolkiena czy Sapka. Ale przyznaję, że tworząc bogów, miałam cały czas w głowie mitologię Egiptu. I widać, że jest to widoczne ;)
Bardzo, bardzo się cieszę, że się podoba, niedługo wrzucę nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba :)