środa, 7 sierpnia 2013

Witajcie ci, którzy zagnani zostaliście w te jakże gościnne progi...i prolog pierwszego opowiadania

Witajcie. Jak widzicie po próbie nadania temu blogowi tytułu, będzie to blog z opowiadaniami. Takimi, które są także jakże marną próbą ujęcią pokręconej umysłowości mojej w karby. Piszę więc sobie radośnie i bez krępacji.

Pierwszym dziełkiem, które się tu ukaże będzie pierwsza część prologu mojej opowieści o tytule "Catha". To dość dziwna sprawa z tym opowiadaniem - do tej pory nie wiem o czym ono jest ;)

A więc...

CATHA: PROLOG CZĘŚĆ PIERWSZA

"...Z księgi Malonitów..."
Miejsce do którego nie dociera czas

"Posłuchajcie, Sunari, bóstwa, duchy i mieszkańcy Wód Zaświatów. Sprawca nieszczęść, śmierci, zniszczenia, okrucieństwa i przyczyna zmartwień naszej bogini dobra, został wreszcie zwyciężony. Jego zwycięstwa w walce ze słabymi osłabiły jego samego, dały mu poczucie siły i złudę bycia niepokonanym, a także sprawiły, że stał się nieostrożny. Tak, jak wielu przed, nie zdołał przewyższyć sił dobra i został wreszcie, po tysiącach lat szkodzenia innym, zesłany tam, gdzie zesłane zostają Zenari, demony zniszczenia. Niech stworzenia dobra, którym on nigdy się nie tanie, odetchną z ulgą, gdyż Ziranunun, bóstwo węży, został w końcu pokonany!".
- I teraz zapewne mają wybuchnąć owacje - rozległ się głos. Sinamuka oderwał się od swego przemówienia i odwrócił powoli. W drzwiach stał ubrany na czarno, trochę zasępiony młodzieniec o dużych błękitnych oczach i ciemnych włosach. Przez chwilę przez jego twarz przeleciał ironiczny uśmieszek, jakby sama jego obecność w tym miejscu była stratą czasu.
Sinamuka spuścił oczy i skłonił się lekko, tak jak nakazywała zasada Sunari, ale już nic więcej młodzieniec nie mógł od niego oczekiwać.
- Nie wysilaj się, przyjacielu - nowo przybyły zamrugał oczami i podszedł bliżej. Gdy stanął za plecami Sinamuki, duch światła spostrzegł, że jego włosy nie były takie ciemne jak się na początku mogło wydawać, a teraz dostrzegł w nich nikły rudawy odcień. - Podczas gdy ty przygotowujesz mowę pochwalną dla wysłanników Sunari, ja zaczynam mieć po dziurki w nosie tego całego zamieszania. Umarli zawracają mi głowę! Nie mam chwili spokoju.
- Oczywiście, bóstwo Kay, wszyscy muszą płacić - odparł Sinamuka, zwracając twarz z powrotem w stronę kartki. Pochwała wydała mu się nagle dziwnie krótka.
- Nie, nie sądzę - Kay, bóstwo świata zmarłych pokręcił głową. - Uwolnienie nas od Ziranunun miało nas uwolnić od kłopotów.
- Nie, ono miało uwolnić od kłopotów May, twoją matkę. Demon węży w dalszym ciągu istnieje, a zmuszenie go do odbycia kary będzie rzeczą trudniejszą niż ci się wydaje.
- Mnie się NIE wydaje - ton głosu Kaya świadczył o niezadowoleniu. - Do tej pory Ziranunun w ogóle nie wpływał na moje życie, a teraz, kiedy go w końcu ujęliście, wpływa na mnie bardziej niż zasada śmierci, która przecież wytycza tok moich zajęć.
- Nie zapominaj o mnie, bóstwo Kay - Sinamuka odwrócił się gwałtownie. - To ja jestem strażnikiem Kanti Lai i to na mnie spadnie przykry obowiązek przebywania w jego towarzystwie tysiąca lat, a później zmuszenia go do przemiany.
Kay spostrzegł, że jego rozmówca jest jeszcze bardziej zdenerwowany niż on i przeszło mu przez myśl, ze może rzeczywiście wszyscy w jakiś sposób będą musieli zapłacić za swoje zwycięstwo.
- Ziranunun jest już w Kanti - było to ni pytanie ni stwierdzenie.
- Przeszedł wstępną fazę oczyszczenia, czyli zneutralizowanie wewnętrznej agresji.
- Zneutralizowanie - prychnął Kay. - Nie lubię, gdy duchy używają wyrażeń śmiertelnych. Poza tym, zdaje mi się, że w jego przypadku pierwsza faza nie wystarczy, żeby całkowicie...zneutralizować jego przyzwyczajenia.
- Wiesz równie dobrze jak ja, bóstwo Kay, że Kanti Lai to prawdziwe piekło - powiedział z naciskiem Sinamuka. - Demony, które tam trafiają nigdy stamtąd nie wychodzą, jedynie wtedy, kiedy zaczyna się kara. Nawet Ziranunun będzie musiał ulec.
- Nie jestem tego taki pewien - Kay skrzyżował ręce i obiegł wzrokiem pomieszczenie. Było całe zalane ciemną czerwienią, jak wszystko, co znajdowało się w pobliżu Kanti i krainy zmarłych. W miarę oddalania się od tych miejsc, światło zanikało. Strażnikiem tego światła był Sinamuka, duch obrońca, pilnujący schwytanych demonów, bóstw zniszczenia. Dopiero teraz, gdy Kay ujrzał wyraz zmęczenia na jego twarzy i niespokojne ruchy oczu, przypomniał sobie, że jego zadanie nie jest lekkie ani przyjemne.
Postanowił szybko powiedzieć mu to, co musi. Całe to zamieszanie, które spadło im na głowy nie było jego winą, a schwytanie Ziranunun było konieczne i nieuniknione, jeśli chciało się zachować panowanie dobrych sił.
Przez chwilę panowała cisza, podczas której Sinamuka wydłużył trochę swoją pochwałę. Robił to głównie dla May, bo dla niego wysłannicy Sunari, zwani przez niego potępieńcami, nie zasłużyli po prostu na tego rodzaju nagrodę. To była ich praca i żyli jedynie po to, by służyć bogom, a poza tym za dużo czasu spędzali w królestwie zmarłych, co oczywiście odbijało się na ich zachowaniu. Prawie już zapomniał o tym, że za nim stoi Kay, kiedy młodzieniec położył mu dłoń na ramieniu.
- Li znowu zatopił doliny Malonitów - powiedział.
Przez chwilę Sinamuka nie siedział o czym on mówi, dopóki znaczenie tych słów nie dotarło do jego umysłu. Kay zmienił temat.
- On również powinien trafić do Kanti - odparł szybko, nie przestając pisać.
- Powinien trafić do Kanti? - głos Kaya był tak osobliwy, że Sinamuka zerknął na niego spode łba. Bóg zmarłych wpatrywał się przed siebie, a refleksy czerwonego światła odbijały się na jego twarzy. Przed nimi rozciągał się widok na przedsionek piekła nieśmiertelnych, powstały z niskich czerwonych skał, połyskujących dziwnym blaskiem. Kay patrzył jakby ponad nimi, próbując coś wypatrzyć, coś, co tylko on mógł widzieć.
- Tylko że nie jest Zenari - dodał Sinamuka.
- Ale zachowuje się jak demon.
- W chwili gdy Li przekroczy granicę między dobrem a złem i stanie się Zenari, osobiście go ześlę tam gdzie trzeba.
- - Sinamuka, taka granica nie istnieje i nikt naprawdę nie wie, kiedy dobro staje się złem i na odwrót. Powinieneś to przemyśleć.
Sinamuka poderwał się z miejsca.
- To jakaś aluzja do mnie, bóstwo Kay?
- Kiedy ktoś zezwala na ukrócenie kary demonom, stwarza zagrożenie dla całkowitego ich uwolnienia.
To powiedziawszy ruszył ku wyjściu. Już stał w drzwiach, kiedy odwrócił się po raz ostatni.
- Ja naprawdę nie myślę jedynie o sobie - odwrócił się i opuścił pokój.
Sinamuka  zacisnął zęby z wściekłości i w przypływie gniewu zmiął kartkę z pochwałą w garści.
- Zadufany w sobie typ - syknął i cisnął kulkę w głąb czerwonego wąwozu, rozciągającego się już od wieków po wschodniej stronie siedziby bóstw. Kulka podskoczyła parę razy na kamieniach, aż w końcu wpadła w jakieś załamanie i znikła mu z oczu.

*
Tymczasem po zachodniej stronie siedziby bóstw, całkowitej przeciwności królestwa umarłych, w zalanym jasnym słonecznym światłem Domu Szczęścia trwała inna, zdecydowanie bardziej przyjacielska rozmowa, jednak i ona obracała się wokół wydarzenia, które na pewien czas wstrząsnęło życiem Sunari i duchów.
Białym tarasem, nad którym powiewały czerwone i białe flagi Dobra, szły dwie kobiety. Jedna, ubrana w białą suknię przewiązaną czerwoną szarfą była spokojna, a na jej twarzy widniał lekki ciepły uśmiech. Druga była dzieckiem; roześmiana zbierała kwiaty i co pewien czas zwilżała ich łodygi w małych szklanych fontannach.
- Nie uważasz, że to cudowne, May? - wołała, obracając się w koło i rozrzucając wszędzie różowe płatki. - Dusza się cieszy, gdy słońce tak świeci.
May pokręciła z rozbawieniem głową.
- Twoja dusza zawsze się cieszy, Tizet.
- Szczególnie gdy jest tutaj twój przystojny syn - dziewczyna zamachała jej kwiatami przed nosem. - Ten ponury wyraz twarzy dodaje mu tylko uroku.
- Nie sądzę, żebyście do siebie pasowali.
- A to dlaczego? - Tizet wydęła wargi.
- Ty jesteś boginią radości, jego praca jest przeciwieństwem radości.
- To nie przeszkadza, że on mi się podoba. A on znów mnie unika.
- Nie unika cię - roześmiała się May. - Chociaż nie dziwiłabym się, gdyby szukał przed tobą schronienia, dziecko. Ma teraz pełne ręce pracy, bo w dolinach Malonitów, w świecie ludzi, panowały ostatnio częste burze i dużo śmiertelników trafiło na drugą stronę. Poza tym Sinamuka i on muszą dopilnować przemiany Ziranunun, co nie będzie łatwe.
- May...
-Co, skarbie?
Tizet przygryzła wargi.
- Czy demon węży naprawdę jest taki straszny?
Bogini dobra zastanowiła się przez chwilę.
- Tak - zdecydowała się na szczerość. - Chyba nawet tak straszny jak Nieznane, które przed tysiącami lat pozbawiło życia dwoje Sunari.
- Chyba nie tak straszny - Tizet zabawnie zmarszczyła nosek. Jej twarz była twarzą dziecka, którym na zawsze pozostanie.
- Może nie - przez myśl May przeleciało nagłe wspomnienie jedynych bóstw które z nieznanych powodów umarły jak śmiertelnicy i poraziło ją gwałtownym lodowatym zimnem. - Nie, Ziranunun jest straszny na swój własny sposób.
- Rozmawiasz ze mną jak z dzieckiem!
- Rozmawiam z tobą jak z wcieleniem dziecięcych radości.
Tizet roześmiała się perlistym śmiechem, który wszystkich ujmował za serce. Ta mała boginka nigdy nie powinna poznać uczucia, jakie niesie za sobą obcowanie z demonami. Jej syn też o tym wiedział i rzeczywiście unikał jej jak mógł.
W bramie Domu Szczęścia ktoś stanął i machał do niej ręką.
- Tizet, mogłabyś pójść i dać te kwiaty Rekowi?
Rek nienawidził kwiatów i dziecko roześmiało się ponownie na myśl o jego minie, kiedy mu je wręczy.
May skierowała się ku bramie. Stała tam czarnowłosa Iva, wcielenie mądrości. Gdy się zbliżyła, od razu dostrzegła ściągnięte brwi i zaciśnięte usta bogini wiedzy.
- Co się stało, Iv? - objęła ją ramieniem i wprowadziła do wnętrza siedziby dobra. Tutaj też wszystko było zalane światłem, a wrażenie świeżości nadawały lekkie białe firanki i strużki wody doprowadzane do klombu na samym środku sali, w której się zatrzymały.
- Martwię się - Iva odpowiedziała na jej pytanie. - Zgadnij, gdzie poszedł twój syn.
- Do Sinamuki. Miał się dowiedzieć, co Zira...
- Tak, poszedł do Sinamuki - przerwała jej szybko. - Ale rozmawiałam z nim i wiem, że postanowił powiedzieć strażnikowi światła o tym demonie, którego przez pomyłkę zwolnił z ostatniej kary.
- Chodzi ci o demona ognia?
- Z punktu widzenia szkodliwości, raczej niegroźny Zenari, który potrafi czasem przysłużyć się ludzkości, ale Kay nie znosi niedopatrzeń.
- Chcesz powiedzieć, że zrobił źle? - May uniosła brwi.
- Nie twierdzę, że źle. Twierdzę jedynie, że przesadził, postąpił nieostrożnie. Zrażać do siebie ducha światła, to zamykać sobie drogę do Kani Lai.
- Przed władcą krainy zmarłych całe Kanti Lai stoi otworem! - zaprzeczyła szybko bogini dobra.
- Ale to Sinamuka decyduje kto tam trafia. Wiesz, w obecnej sytuacji, kiedy Zenari Ziranunun...
- Wiem - głos May był jakby zbyt szorstki jak na nią, która nie dopuszczała do siebie zniecierpliwienia nawet w usprawiedliwiających je sytuacjach. - Ale wiem również że Kay potrafi o siebie zadbać. Jest po prostu skrupulatny - zmrużyła jedno oko. - Poza tym ty go nie za bardzo lubisz, prawda?
Iva nie potrafiła być nieszczera.
- Po części msz rację, ale nie do końca. I musisz mi wybaczyć to, co z chwilę powiem, ale wiesz, że nie znoszę kłamstwa. Nie o to chodzi że go nie lubię, bo to sprawa względna, ale o to, że mu nie ufam. Jest zbyt zapatrzony w siebie i narobił sobie dużo wrogów wśród pomniejszych Sunari.
- Pomniejsi Sunari - westchnęła ciężko May, jakby to słowo posiadało jakąś magiczną moc, która ją nagle osłabiła. - Pomniejsi Sunari nie mogą znieść tego, że mój Kay panuje nad zmarłymi i ze tym samym jest jedynym bogiem, który zna dokładnie całą wschodnią część siedziby bóstw.
- Jeśli uważasz, że twój syn zdoła utrzymać Ziranunun w Kanti Lai i że Sinamuka zgodzi się mu pomóc pomimo wyrzutów z powodu demona ognia, nie będę miała żadnych zastrzeżeń. Ale jeśli władca węży nie zostanie tam gdzie jego miejsce, na nasz świat spadną różne nieszczęścia.
- Kay zdaje sobie z tego sprawę, Iv. Przez Kanti przeszło już wiele Zenari i jeszcze żadnemu, od początku wszechświata, nie udało się stamtąd uciec. Z tego miejsca się nie wychodzi, chyba że przestaje się być demonem.
- Ale jeszcze żaden Zenari nie był Ziranunun - zauważyła Iva.
May nie odpowiedziała. Ta myśl dręczyła również i ją. Znajomość charakteru demona węży wskazywała na to, że on nigdy nie przestanie być Zenari i nie przeistoczy się w Sunari, choćby nie wiem w jak strasznym zakątku piekła by go osadzono. A to znów wskazywało a to, że tak, jak wielu innych podobnych do niego, na zawsze pozostanie w Kanti Lai. Tylko czy rzeczywiście pozostanie?
- Wierzę w mojego syna - powiedziała z naciskiem, odganiając złe myśli. - Demon zniszczenia spędzi tysiąc lat w piekle, po czym ruszy odbyć swą karę.
- Tak, karę - uśmiech Ivy stał się ponury. - Tylko czy my rzeczywiście chcemy, by wyruszył? Sądzę, że nie tylko ja chciałabym, by tej kary nie odbywał. Wypuszczenie go do świata śmiertelników może być tragiczne w skutkach.
- Kay da sobie radę.
- Ufam ci, ale i ty nie jesteś nieomylna.

3 komentarze:

  1. Ach! Niezwykle mi się podoba! Czekam na dalsze części! Szczególnie zainteresowała mnie postać Kaya. W ogóle ten "świat" jest interesujący. Musze to jeszcze ogarnąć, ale powoli sie łapie ;) Ładny styl pisania- było kilka małych błędzików, ale jedynie lierówek, które mnie sie także zdarzają ;) Nie powinnam pewnie o tym nawet pisać- przepraszam... Nie wiem, czy wiesz, ale zyskałas wierna czytelniczkę ^^)
    Czekam na więcej, moja droga!
    Thirdy

    OdpowiedzUsuń
  2. (Przepraszam, że piszę tu tak bardzo, bardzo późno !)
    To jest bardzo dobre. Sama nie wiem, co dokładnie mi przypomina. Ogólna koncepcja rodem z anime (Death Note?), trochę z Tolkiena, trochę z Sapkowskiego, trochę z mitologii Słowiańskiej, a nawet trochę ze starożytnego Egiptu (serio!). Być może moje skojarzenia są dosyć nie na miejscu, ale fantazji moich nie poskromisz.
    Zazdroszczę okrutnie młodym pisarkom/ pisarzom, że potrafią pisać tak dłuuugie rozdziały na swoich blogach. Ja już kilkakrotnie zakładałam blog z opowiadaniami, ale zawsze byłam posądzana o zbyt krótką pisaninę, dlatego tym bardziej podoba mi się tutaj.
    Ogólnie - ujęło mnie. Myślę, że będę czytać, czytać, czytać!
    PS. Ludzie, wydajcie kiedyś książki w formie papierowej. Naprawdę nieźle zarobicie !
    ^^.
    Powodzenia i pozdrowienia.
    Accnt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A ja myślałam, że ten rozdział jest krótki ^^ Jeszcze wczoraj zastanawiałam się, coby pisać jeszcze dłuższe, ale chyba spasuję.
      Skojarzenia są zbyt pochlebne, haha. Daleko mi do Tolkiena czy Sapka. Ale przyznaję, że tworząc bogów, miałam cały czas w głowie mitologię Egiptu. I widać, że jest to widoczne ;)
      Bardzo, bardzo się cieszę, że się podoba, niedługo wrzucę nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba :)

      Usuń